Dane tekstu dla wyniku: 1
Identyfikator tekstu: PWN_0302000000003
Tytuł:
Wydawca: PAX
Źródło: Błogosławiona wina
Kanał: #kanal_ksiazka
Typ: #typ_lit_proza
Autorzy: Zofia Kossak,  
Data publikacji: 1953
amy się. A zaś za nieważne i nikczemne wszystko, co by ze złośliwości lub niewiadomości przeciw temu zdarzyło się kiedy czynić. Żadnemu z ludzi nie wolno będzie temu listu, Naszego rozgrzeszenia, zezwolenia, nadania, dekretu przestąpić albo płochą śmiałością przeciwić się. Ktokolwiek by zaś na to się odważył, niech wie, że w indygnację samego Wszechmogącego Boga i Świętych Apostołów Piotra i Pawła wpadnie i w kolizję z władzą Naszą wejdzie. Amen".
Upoważnienie asystowania cichej mszy papieskiej w małym oratorium stanowiło
jeden więcej dowód życzliwości Urbana VIII, jednakże pan Sapieha szedł na to
nabożeństwo z niepokojem. Natura ludzka jest tak zawikłana i nieobliczalna,
że on, co przez trzy lata ubiegłe nie był w stanie odczuć skruchy, co, bywało,
buntował się i pieklił przeciw nuncjuszowi i samemu Ojcu Świętemu, teraz, kiedy
został rozgrzeszony, gdy wina jego przestała istnieć, poczuł spóźnione wyrzuty
sumienia. Aleksander Sapieha powróciwszy niegdyś z Rzymu opowiadał, że ołtarz
w papieskiej kaplicy pozostaje pusty, taki, jakim go zastano nazajutrz po rapcie,
i pan Sapieha obawiał się tego widoku. Nie znał Urbana VIII, który był równie
wielkoduszny , jak popędliwy. Gdy karał, karał bez litości, lecz gdy przebaczał,
przebaczał całkowicie, do dna. Natychmiast też po cofnięciu klątwy wstawiono
w pustą ramę ołtarza inny obraz Madonny na znak, że tamta sprawa została zakończona
i nie ma co do niej powracać. Lecz pan Sapieha nie wiedział o tym i ze drżeniem
przestąpił próg oratorium. Klęknął, ukrywając twarz w dłoniach, i nagle, z niewymownym
wzruszeniem odczuł to samo, co niegdyś na tym miejscu: zapalenie ducha, wzniesienie
się ku niepowszednim wyżynom, przeniknięcie Bogiem tak silne, że łzy radości,
błogosławione łzy świętych, popłynęły mu strumieniem z oczu. Takie uskrzydlenie
duszy mogło być tylko dziełem Maryi, bez pośrednictwa której człowiek nie wzniesie
się nad samego siebie, zatem Ona była tutaj jak dawniej, królowała, wypełniała
słodyczą swej mocy kaplicę! Sapieha nie zabrał Jej, nie ukrzywdził Watykanu,
nie zubożył Rzymu. Maryja była równocześnie w Kodniu i tutaj, i na całej ziemi,
wszędzie jednako współczująca. Nie związana ze swym wyobrażeniem, wypełniała
przestrzeń, wysiłki ludzkie nie były w stanie ograniczyć Jej, uszkodzić albo
znieważyć.
Pogrążony w szczęśliwej modlitwie pokutnik niejasno zdawał sobie sprawę z przemiany, jaka się w nim w tej chwili dokonywała. Gdy modlił się tutaj przed trzema laty i zdrowie cudownie odzyskał, wierzył jak dziecko albo barbarzyńca, utożsamiając z obrazem Maryję. Jej moc, potęgę i piękno. Z miłości ku Maryi gotów był popełnić największą zbrodnię, szaleństwo, byle obraz, ten właśnie obraz, posiadać. Zdawało mu się, że opieka Maryi od tego zależy. Obraz przes